Sony twierdzi, że cyfrowe gry są licencjonowane, ale gracze znaleźli dziesiątki materiałów PlayStation, w których firma mówi o ich „posiadaniu”.
Spór o to, co właściwie otrzymujemy po zakupie cyfrowej gry, ponownie nabiera tempa. Sony mierzy się z pozwem opartym na kalifornijskich przepisach dotyczących sprzedaży dóbr cyfrowych. Tymczasem gracze zaczęli przeglądać komunikaty PlayStation i znaleźli sporo materiałów, które mogą mieć znaczenie dla całej sprawy.
Gracze zbierają komunikaty Sony o „posiadaniu” gier
Consumer Rights Wiki prowadzi stronę poświęconą pozwowi dotyczącemu cyfrowych zakupów PlayStation. Zebrano tam materiały Sony, w których firma używa określeń sugerujących, że użytkownicy „posiadają” kupione gry lub inną zawartość. Przy poszczególnych przykładach znajdują się również odnośniki do działających stron oraz ich zarchiwizowanych wersji.
Autor GamesRadar+ naliczył 34 takie przypadki. Wiele z nich odnosi się bezpośrednio do zawartości cyfrowej. Ma to znaczenie, ponieważ warunki Sony mówią o licencji, podczas gdy inne materiały PlayStation wielokrotnie posługują się językiem kojarzonym z posiadaniem zakupionej zawartości.
Jeden z przykładów pochodzi z poradnika dotyczącego aktualizacji cyfrowej gry z PS4 do wersji na PS5. Sony wspomina tam o kwalifikującej się cyfrowej grze na PS4, którą użytkownik już posiada. Podobne określenia pojawiają się także w materiałach dotyczących transmisji gier z chmury.
Kolejny przykład dotyczy aktualizacji Final Fantasy VII Remake. Sony rozróżnia tam cyfrową i pudełkową wersję gry, jednocześnie pisząc o ich posiadaniu. Z kolei opis dodatku do Dead or Alive 5: Last Round ostrzega użytkownika przed ponownym zakupem zawartości, którą już posiada.
Regulamin PlayStation mówi o licencji
Warunki Sony przedstawiają charakter cyfrowych zakupów inaczej. Oprogramowanie jest udostępniane użytkownikowi na podstawie licencji, a nie sprzedawane mu na własność. W odpowiedzi na pozew Sony argumentuje również, że rozsądni konsumenci nie powinni być wprowadzani w błąd co do charakteru takiej transakcji.
Sprawa dotyczy między innymi kalifornijskiego prawa AB 2426, które obowiązuje od 1 stycznia 2025 roku. Przepisy odnoszą się do sprzedaży dóbr cyfrowych i używania określeń takich jak „kup” czy „zakup”, gdy transakcja nie zapewnia klientowi nieograniczonego prawa własności.
Prawo nie wprowadza jednak całkowitego zakazu używania takich określeń. Sprzedawca może z nich korzystać, jeśli przy każdej transakcji uzyska od klienta odpowiednie potwierdzenie albo wcześniej jasno poinformuje go, że zakup oznacza otrzymanie licencji. W drugim przypadku musi również zapewnić dostęp do pełnych warunków tej licencji.
Moją uwagę najbardziej zwraca chyba skala materiałów odnalezionych przez społeczność. Nie chodzi o pojedyncze wyrwane z kontekstu sformułowanie – GamesRadar+ wskazuje 34 przypadki, a wiele z nich odnosi się bezpośrednio do cyfrowych gier lub zawartości.
Sama lista nie przesądza jednak, czy Sony naruszyło kalifornijskie przepisy. O tym zdecyduje dalszy przebieg postępowania. Pokazuje natomiast, dlaczego sposób opisywania cyfrowych zakupów stał się istotnym elementem sporu dotyczącego PlayStation.
Źródło: GamesRadar+
